Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogłoszenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogłoszenia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 kwietnia 2011

Ogólnopolski Tydzień Weganizmu! Juhu!

Tydzień Weganizmu zbliża się wielkimi krokami! od 13 do 19 kwietnia, dzięki działalności Stowarzyszenia Empatia, będzie się działo dużo dobrego w wegańskich szeregach! Wykłady, kulinarne popisy, degustacje, rozmowy z osobami, które temat znają super dobrze. Ech! Ulotki, tak jak zeszłoroczne - nie tylko bardzo miłe dla oka, ale też w informacje bogate i zachęcające! 

I - co tu dużo mówić -  to rzeczywiście da się zrobić.

  







środa, 6 kwietnia 2011

Szok i niedowierzanie! Ona ma silikony!


To prawda, mam. I całkiem nie mało A pamiętam, jak dobrych dziesięć lat temu zobaczyłam po raz pierwszy silikonową formę do ciasta, którą nabyła moja mama z prekursorskiego w tamtym czasie Tupperware. Zastanawiałyśmy się długo, jak to możliwe, że ta dziwna guma się nie spali. Ba, nie tylko się nie spaliła, ale też robiła inne cuda: nie przywierała, nie wymagała używania papieru, natłuszczania, łatwo się  dawała umyć, praktycznie się nie zużywała, itede, itepe. Zalety można wymieniać i wymieniać. Innymi słowy, wiwat silikony! Ładne i pożyteczne silikony w każdym domu, yeah!




A tu gumolce, zgromadzone przeze mnie i częściowo przez tiru riru -  ładne, trwałe i praktyczne: 1. papilotki do muffinów; 2. poczwórna forma do muffinów; 3. formy do lodu/czekolady; 4. psiak co gorących blach się nie boi; 5. foremki do pralinek i mini muffinów; 6. mata do pieczenia ciastek - bardzo przydatna; 7. łapka do blach z pieca wyciągania.

W sam raz wszystkiego, choć jeszcze na kilka hitów się zasadzam.



A Ty? Masz silikony?

sobota, 26 marca 2011

Nowości na rynku materiałów budowlanych

Zacznę od tego, że nie przepadam za słodyczami. Może dlatego prawie wcale nie piekę ciast (a jeśli już, to najczęściej są ciężkie jak cegły), nie wydziwiam z deserami (wolę proste słodycze, jak czekolada albo owoce z dodatkami) itd. Może więc z braku doświadczenia, może z braku cierpliwości, a może ze skłonności do zbyt swobodnego interpretowania przepisów (wypieki tego nie lubią, o nie)... jestem beznadziejną cukierniczką.

Fakt, od czasu do czasu uda mi się coś tak banalnego, jak ciastka owsiane, ale to by zrobił mój dwuletni siostrzeniec, w oparciu o przepisy "Kucharza Dużego i Małego". Szczególny przypadek stanowi szarlotka z kruszonką, która jest kosmicznie dobra, i nie ma sobie równych. I jej się będę trzymać.

Powody leżą przede mną na stole: chciałam powtórzyć basiowe ciastka malinowo - czekoladowe ale to, co mi wyszło, marny ma z nimi związek. I wedle tych ciastek (jak mawiała babcia Irenka)... wedle tych właśnie ciastek spędziłam piątkowy wieczór w domu. Niech mi to będzie ostatni raz, bo marny z tego zysk!

Moje ciastka, są twarde jak beton i tak samo skutecznie jak on przywierają do powierzchni - ostatecznie po wielu próbach dały się odkuć z blachy, na której były pieczone. Można by je nazwać "ciastka dla nie lubianej starszej cioci", bo za skarby świata człowiek o słabym uzębieniu ich nie pogryzie. Albo inaczej - patrząc na rzecz całą pozytywnie można uznać, jak to Paweł rezolutnie zauważył, że to ciastka doskonałe na fajfy - po długim moczeniu w herbacie będą nawet znośne.

Zrobiłam dziś też moje pierwsze w życiu czekoladki. Albo raczej pralinki. Jak zwał, tak zwał, wyszły ładne i może nawet smaczne (to się okaże), ale proces produkcyjny wymaga udoskonalenia i na razie nie będę go opisywać.

Tak, czy siak, skoro potrafię produkować cegły i masę wiążącą elementy budowlane, mogę sobie zbudować słodką chatkę na starość i zamieszkać w niej, jak na jędzę przystało (ćśśś... wiem co mówię)


 




I to by było na tyle zabaw w antygrawitacyjne cukiernictwo.

piątek, 10 grudnia 2010

Przerwa w dostawie.

Zarząd ogłasza czasową przerwę w dostawie postów, spowodowaną złymi warunkami atmosferyczno - drogowymi oraz chwilowym spadkiem akcji zarządu na najmniejszej giełdzie świata.


wtorek, 16 listopada 2010

WEGANIZM. SPRÓBUJESZ?

Kochani!

Kreacja w kuchni nie tylko radośnie kontynuuje harce, ale bierze też udział w programie Stowarzyszenia Empatia, promującym wegańskie blogi kulinarne. Wiem, ile mitów na temat weganizmu funkcjonuje w zbiorowej głowie i jak postrzegani są weganie. Chciałabym część strachów oswoić i pokazać, jakie to proste i przyjemne. Przede wszystkim, że to nie dieta dziwolągów i hippisów, jedzących sałatę i ryż z warzywami.

Na stronie Empatii znajdziesz wyjaśnienie najbardziej nurtujących kwestii i terminologii. W pytaniach i odpowiedziach informacje podane są przystępnie, rzeczowo i wyczerpująco - "wszystko, co zawsze chcieliście wiedzieć o weganizmie, ale wstydziliście się zapytać" :] hehe. Polecam. Polecam też weganizm. Spróbujesz?

poniedziałek, 13 września 2010

FOOD DESIGN!

Właśnie trwa świetna konferencja FOOD DESIGN, 
dotycząca projektowania i innowacji dla branży spożywczej. Super ciekawa.


 
Bo food design to cała branża projektowania, obejmująca żywność, 
dietę, doświadczenia związane z przygotowywaniem jedzenia i konsumpcją. 


A także projektowanie produkcji i usług dla branży spożywczej. 
Dotyczy procesu świadomego wyboru upraw, najlepszej jakości 
składników, poprzez logistykę, przechowywanie i projektowanie 
opakowań, po sposób ekspozycji gotowego produktu i sprzedaż.


Food design to projektowanie oparte na trendach, ale i wykorzystujące 
badania. Obserwując zmieniający się styl życia i indywidualne potrzeby, 
różnych osób, można śmiało projektować żywność idealnie dopasowaną.

Ale dziwy...

c.d.n.

Zdjęcia: Marti Guixe, Biscuits; Katja Gruijters, Sandwich Purse; Katja Gruijters, Organic Candies

środa, 25 sierpnia 2010

To nie tak, że w wakacje nic nie robiłam...

... po prostu chwilowo przestawiłam się na inne tory (jest dokładnie tak, jak napisałam wcześniej - jestem w podróży do czegoś lepszego). Było morze, a nad morzem to, co najlepsze - słońce, wiatr, słona woda, fale, piasek, lasy i leśne ścieżki. Było też dużo deszczu, komary, jednak bilans całkowity i tak jest dodatni. mnóstwo kilometrów przedreptanych, przebiegniętych, przejechanych i przepłyniętych, tysiące luksów wchłoniętych wszystkimi komórkami ciała, dużo przemyślanych kwestii, czas spędzony z rodziną, ciekawymi książkami, bez mediów i intelektualnej blazacji. Rodzina nieźle przyjęła fakt, że nie skonsumujemy razem karkówki z grilla ani innych specjałów. Kochani i pełni troski, jednak zaskakująco oświeconą postawę przejawili, nie lamentując, że wpędzę się w chorobę. Dzięka niebiosom.

Od dziesięciu dni znowu jestem w Poznaniu. Nie ustaje korowód przemiłych spotkań z dawno nie widzianymi znajomymi. Dobrze wrócić do żywych, choć, z kilkoma wyjątkami, nie tęskniłam za nikim przebywając w mojej przemiłej samotni wzorcowego życia. Co nie umniejsza radości spotkań obecnie.


Niedługo zacznę nadawać z Wildy - przeprowadzka wisi w powietrzu (a razem z nią kurz, trociny itd). a póki co, z literackiej części Strzeszyna, gdzie niemała radość z przebywania w prześlicznym apartamencie koleżanki ustąpiła miejsca zmartwieniu z powodu jej kotka. Kotek ów, a właściwie kotka, czmychnęła w ostatnią sobotę z balkonu na drugim piętrze i do teraz pozostaje nie uchwytna, mimo, że kręci się w bliskości domu. Motywów jej działania nie znam i nie rozumiem, po co był jej ten skok w bok (a raczej w dół), do świata pozbawionego miękkich poduszek, regularnych posiłków i drapania za uszkiem, do świata burzy z piorunami, jeżdżących samochodów i szczekających psów... Nie pomaga na razie nawoływanie, nie kusi miska z jedzeniem przy wejściu do domu. Może wkrótce.

poniedziałek, 12 lipca 2010

majonez versus hummus


Nie mam żadnych wątpliwości, i to od dawna, że hummus. Ale nie o tym rzecz, a o pokrewnym blogu Magdy M. (raz tu już wspominanej przy okazji marynistycznej uczty kwietniowej odbywającej się w jej mieszkaniu, niestety pod nieobecność samej gospodyni). Historyczki sztuki blogują o żarciu. Powoli mówimy o zjawisku grupowym.


Magda lubi jeść, rozmawiać o jedzeniu, myśleć o jedzeniu, kupować jedzenie... a teraz i pisać o jedzeniu. Dla mnie to gratka, bo co dwie gęby (do jedzenia i mówienia, czasami jednocześnie wbrew obiegowej opinii o tym, że to nie możliwe) to nie jedna.


Spodziewam się ciekawych odsłon konsumpcyjnych, tym bardziej interesujących, że Magda jest wegetarianką z kilkuletnim stażem, więc ma pojęcie o świecie nieco innych smaków, niż ja do niedawna. Podróże kształcą - nawet cudze ;] Go, Madziol!


niedziela, 11 lipca 2010

sprawa wisiała w powietrzu od dawna...

... i wygląda na to, że dojrzała to tego, żeby w końcu zamanifestować swoją obecność. Ale na razie nieśmiało. Szykuję zmiany (stąd taka cisza na pokładzie). Po pierwsze, nie będę się już rozpisywać o przepisach i proporcjach, bo mi to trąci kurokwokizmem i gotowaniem na ekranie. Oczywiście to żadna tajemnica i chętnie się podzielę. jeśli będą chętni, albo odeślę do źródeł. Będzie za to więcej różnych historii. I to z ciekawej podróży kulinarnej, w którą wybierałam się już dawno, jak sójka za morze (a propos: już niedługo morze!) i w końcu wyruszyłam. Nie spakowałam na drogę parówek, jajek na twardo, kabanosów, jogurtu ani buły z serem... Ale za to mnóstwo innych różności, które na razie mają postać na tyle "po prostu", że nie ma się co nad nią rozwodzić. Póki co, jestem w drodze, podgryzam zimnawe placki ziemnaczano-cukiniowo-lniane (sic!)  i wyglądam przez okno (i trochę jeszcze za siebie). Kiedy już będę na miejscu, to będzie całkiem inna opowieść.



Ale póki co, będą jakieś dzienniki z podróży! Miłego.

czwartek, 1 lipca 2010

Cały czas mi się nie chce gotować...

... teraz jest lato i ciepło i wystarczy mi kanisterek z wodą i jakieś podtrzymujące życie środki płynne i stałe.

piątek, 26 marca 2010

Eatnig Animals



No, proszę! Mój ulubiony młody pisarz amerykański, Jonathan Safran Foer, wydał jesienią poprzedniego roku swoja nową książkę. Po dwóch świetnych powieściach, "Everything is illuminated" i "Extremly loud and incredibly close" (obydwie zdjadłam w całości, ledwie się powstrzymując, żeby ich nie pożreć na raz), tym razem pozycja z gatunku non-fiction. Książka "Eating Animals", poświęcona jest tematowi produkcji żywności pochodzenia odzwierzęcego w Stanach Zjednoczonych i polityce żywieniowej tego kraju. To tak na marginesie mojego lekko utopijnego pragnienia racjonalnego i erudycyjnego podejścia do weganizmu. Zdobyć. Przeczytać. Przemyśleć. Potem się wypowiadać.

środa, 24 marca 2010

O czym będzie następna historyjka? TO ZALEŻY TAKŻE OD CIEBIE!


A) o dupie Maryni

B) o zupie z cukinii

Sugestie i propozycje można nadsyłać
za pośrednictwem gołębi pocztowych.

Nie ma jednak żadnej gwarancji, 
że redakcja weźmie je pod uwagę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...