Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczarki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczarki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 marca 2011

Namaste! Słodko-gorzkie powitanie dziwnego gościa.

Te przedziwne bąblowate warzywa przywiózł Tiru-Riru z ostatniego pobytu w Paryżewie. W sklepie z orientalną żywnością wynalazł najdziwniej wyglądające warzywo i przywiózł mi jako kuchenną zagadkę. Lubię zagadki.

Otóż ten dziwoląg ma różne imiona. Polska nazwa jest raczej mało atrakcyjna... no, bo... przepękla ogórkowata - jak to brzmi? Bywa nazywany z francuska concombre amer (gorzki ogórek), melon amer (gorzki melon), albo courge amère (gorzka dynia). Jak widzicie określenie "gorzki" powtarza się za każdym razem. Nie bez powodu. Przed przyrządzeniem ten dziwny ogórek był jak dziegciowa smoła. Z czasem zgubił trochę goryczy, do końca zachowując jednak charakterystyczny smak.

Pan sprzedający w sklepie powiedział, że można zrobić z niego surówkę, doradzając dodanie tylko zielonego chilli i soku z cytryny. Tiru-Riru przywiózł też te hinduskie papryczki, pieronem ostre. Strach mnie obleciał na myśl o takich dawkach kwasu, goryczy i ognia. Pan był Hindusem, wiec może jemu takie połączenia nie groźne, ale myślę, że nasze żołądki by zastrajkowały. Podobno gorzki ogórek jest bardzo zdrowy, szczególnie dla diabetyków, bo reguluje wydzielanie insuliny w organizmie. I ma mnóstwo innych zalet, dla których warto po niego sięgnąć, jeśli kiedyś wam się zdarzy go widzieć na straganie w dzień targowy.





Kiedy zabrałam się za krojenie hinduskiego mutanta (najpierw wzdłuż a po usunięciu gąbczastego wnętrza w półkrążki), bardzo mi się spodobał. w przekroju wyglądał jak koła zębate, do których mam słabość (niedawno nawet kupiłam od zaprzyjaźnionej projektantki naszyjnik z motywem trybów przemysłowych). Więc dziwny ogórek wydał mi się urzekający na starcie. Po wypróbowaniu kawałka surowej łupiny, nie miałam wątpliwości, skąd określenie "gorzki" przy każdej nazwie. Smak był podobny do smaku papryki, tylko bardziej gorzki. A wręcz bardzo gorzki! Jak się tego pozbyć? Musi być sposób...

Przeczytałam gdzieś, że przed przygotowaniem trzeba go zalać na kilka minut wrzątkiem, a potem lodowatą osolona wodą, żeby stracił gorycz. I była to prawda, choć gorzki smak  jeszcze pozostał. Czyli na surówkę nie ujdzie.




Ale z czym przyrządzić tego dziwoląga?  Postanowiłam podążyć za instynktem smakowym, który, jak dotąd nie zawiódł nigdy. Podsmażyłam dziada na patelni z cebulą, pieczarkami i zielonym chili, po czym wszystko poddusiłam w naprędce zrobionym musie kokosowym. Całość doprawiłam przyprawami też hinduskimi i też dostanymi w prezencie: nasionami cebuli (o których już kiedyś pisałam) i suszonym imbirem, dokładnie razem zmiażdżonymi w moździerzu. Poza tym tylko sól.


Do tego placki z mąki ciecierzycowej i proszę bardzo!  Po przyrządzeniu gorzki smak się utrzymał, ale konkurował ze słodyczą cebuli i kokosa i ostrością chili. Iście hinduski zestaw. Całkiem ciekawe doświadczenie. Serio, serio.


 
Przepis (dla 2 osób)

- 2 gorzkie ogórki (Myślę, że warto ich spróbować, ale ze względu na podobny smak, można gorzkiego ogórka zastąpić zwykłą papryką w dowolnym kolorze. Najlepiej ciemnozieloną. I odchodzi problem pozbywania się goryczy, bo smak jest zdecydowanie bardziej swojski)
- 2 średnie cebule
- 200 g pieczarek
- 1 łyżeczka posiekanej świeżej chili
- przyprawy: sól, nasiona cebuli, imbir
- puszka mleka kokosowego (jak widać na zdjęciu powyżej, ja z braku mleka kokosowego pod ręką, użyłam szklanki wiórków zmielonych ze szklanką wody, ale mleko będzie lepsze!)


PLACKI:

- 2 szklanki wody
- szczypta sody
- 1 łyżka kartoflanki
- mąka z ciecierzycy (tyle, żeby uzyskać konsystencje gęstego ciasta naleśnikowego - ok. 1 szklanki)
- przyprawy: tandori massala, sól, pieprz
- kilka łyżek oliwy (dodając do ciasta, można smażyć na suchej patelni)

Smacznego, dobrej zabawy i brawo za odwagę!!



sobota, 5 lutego 2011

Sobota, sobota, urodziny kota

 
Żaden kot nie ucieszyłby się z ziemniaczanego tortu. W sumie więc dobrze, że nie jestem kotem. Nie pierwszy raz z resztą przychodzi mi się z tego cieszyć i z pewnością nie ostatni. 

Co to ja miałam na myśli? Ach, że sobota. Że po raz kolejny spacerując po Wildzie uznaliśmy z Tiru Riru, że tutaj ludzie są unikatowi. Że tort ziemniaczany. No tak. Z pieczarkami, brukselką, cukinią. I innymi różnościami. Mieszkając od lat w ziemniakami stojącej Wielkopolsce baaaaaardzo rzadko jem ziemniaki, więc niech ten zmasowany atak pyrowy nie odstrasza. To tylko taki wybryk.

Krok po kroku to wygląda tak: 

1. Trzeba zgromadzić składniki:
* 1 kg ziemniaków
* 2 cebule
* ok 1/2 szkl. mleka sojowego
* 4 łyżki mąki z ciecierzycy (od biedy innej)
* pęczek koperku
* 500 g pieczarek
* 500 g brukselki
* 1/2 małej cukinii, pokrojonej w cienkie plasterki
* trochę czerwonej papryki pokrojonej w słupki

* sól,  pieprz
* oliwa do smażenia

2. ziemniaki gotuje się w osolonej wodzie do miękkości a brukselkę do połowy. Po odcedzeniu na razie odkłada się na bok.
3. pieczarki trzeba pozbawić ogonków (ja po prostu wyłamałam) i podsmażyć w całości dość mocno na gorącej oliwie. Odłożyć potem na talerzyk z papierowym ręcznikiem, żeby pozbyć się nadmiaru oliwy i wody.
4. cebulkę drobno pokrojoną smaży się na jasno-złoto na oliwie razem z posiekanymi ogonkami pieczarek.
5. Ziemniaki traktuje się bez litości i robi się mikserem puree: miesza się je z mlekiem, podsmażoną cebulką i ogonkami pieczarek, posiekanym koperkiem. Dodaje się mąkę z ciecierzycy, żeby związać ciasto. Doprawić można solą, pieprzem i czymkolwiek lubisz.
6. teraz już tylko pozostaje formę wysmarować tłuszczem i wysypać np. bułką tartą (ale ja wysypałam mączką z suszonych grzybów leśnych).
7. Równomiernie wyłożyć do formy puree ziemniaczane. W nim układać według uznania pieczarki, brukselkę, cukinię, paprykę, wciskając je w ciasto (śmiało, i tak wylezą na wierzch przy pieczeniu)
8. Piecze się to 30 minut w 175 stopniach w piekarniku z termoobiegiem i nagrzewaniem od dołu (albo w 200 stopniach bez termoobiegu). Trzeba zerkać, czy się nie jara. 

I to wszystko


Po wyjęciu z piekarnika TRZEBA obowiązkowo odczekać przed podaniem (tak  spokojnie ok. 20 minut) - żeby się nie poparzyć i żeby ciasto uzyskało bardziej zwartą postać (na gorąco po prostu jest za miękkie, żeby je wyjąć z formy i wygląda bardzo nie ciekawie na talerzu). Z resztą, po przestudzeniu jest też po prostu smaczniejsze. Można podawać z sosem pomidorowym.

Smacznego.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...