Kruszonka z jabłkami, tym razem w odsłonie super uroczej. Ceramiczne serduszka do zapiekania zapewniła oczywiście moja owszystkimyśląca mama - ach, gdybym miała polegać tylko na sobie, dziesiątej części gadżetów by nie było. No, śmichy, chichy, ale, dzięki temu, co mam to mam. Pierwszy raz robiłam kruszonkę z nieutwardzonego tłuszczu - w tym przypadku z oleju. Nie, oczywiście nie miała klasycznego, uwodzicielskiego zapachu masła, ale to drobiazg. Udała się i tak całkiem nieźle - i mówię to zupełnie bez przesady. Podobno na Alsanie wychodzi bardzo dobra - sprawdzę, to dam znać. A póki co - i oko i podniebienie cieszy moja dzisiejsza superłatwa i szybka szarlotka.
Dla dwóch zwolenników fanaberii:
OWOCE:
- 1 jabco kruchej odmiany (lobo może być!)
- kilka porzeczek/malin/jagód
- pół łyżeczki cynamonu,
- 3-4 łyżki cukru
Jabłko pokroić w większą kostkę i uprażyć w rondelku z cukrem, cynamonem i kilkoma łyżkami wody.
KRUSZONKA:
- 5 łyżek mąki pszennej
- 5 łyżek cukru
- olej
- dodatkowo: kruszone migdały lub inne orzechy
Wymieszać dokładnie suche składniki. Olej dodawać powoli, w małych ilościach, aż do uzyskania zbitej, ale łatwo dającej się rozkruszać masy.
Część kruszonki umieścić na spodzie foremek. Po ułożeniu warstwy jabłek i innych owoców (ew. orzechów), przykrywa się całość drugą porcją kruszonki i umieszcza w piekarniku nagrzanym do temperatury 200 stopni na ok. 20 minut. Jak zwykle, uczulam na specyfikę Waszych piekarników - ten czas u mnie był wystarczający. Chodzi o moment, kiedy spomiędzy kawałków kruszonki zaczynają górą ukazywać się krople czerwonego soku z owoców, a całość przybiera ładny, złotawy kolor.
Po wyjęciu z piekarnika i przestudzeniu, dobrze podać z sorbetem malinowym.
Ten deser jest wystarczająco słodki, dość kwaśny, ciepły i zimny... po prostu ma wszystko pod sobą.