Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczywo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczywo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 maja 2011

Wtorek - pomidorek. Bruschetta!

Ten post mógłby też nosić tytuł "pochwała prostoty", albo "śniadania wszech czasów", albo "buongiorno, prncipessa". Bruschetta to klasyk wśród włoskich przekąsek, świetnie nadaje się na śniadanie. Prosto, świeżo i bardzo aromatycznie. Taka lepsza odmiana kanapek z pomidorem.



Składniki: 
* pieczywo (najlepiej pszenne, ale każde inne też zda egzamin, a ja pszennego prawie nie uznaję. Miałam chleb żytni. Bardzo smaczny, kcyński, haha! )
* 1 duży pyszny pomidor
* 1 nie za duża cebula
* 1 ząbek czosnku
* kilka łyżek oliwy
* bazylia



Pieczywo, pokrojone w trójkąty trzeba podpiec chwile na suchej patelni. W tym czasie przygotowujemy pomidorową pyszność: kroimy pomidory w kosteczkę i, jeśli to konieczne, odsączamy nadmiar soku. Cebulkę kroimy drobno i mieszamy z pomidorami. 

Kiedy grzanki są dobrze podpieczone, nacieramy je przekrojonym na pół ząbkiem czosnku i pokrywamy pomidorami z cebulką. Teraz już tylko dwie czynności dzielą nas od konsumpcji: trzeba grzanki pokropić oliwą i posypać świeżymi ziołami (jak widzisz, u mnie jest bazylia i inne zioła, więc dodaj, jakie lubisz najbardziej).

Mangia con appetito!

czwartek, 17 marca 2011

kawa, kawa, kawa, stare bułki z cukrem i sauna, czyli jak odzyskać sisu

Tervetuola!

W skali europejskiej Finowie piją podobno najwięcej kawy. Sprawdziłam osobiście kilka lat temu i może być to prawdą. W muzeum, w którym byłam na stażu, kawa wjeżdżała kilka razy na dzień. Mocna, z ekspresu. A do tego zawsze czas na rozmowy i czytanie gazet. Finowie nie przesadzają z dyscypliną pracy, chociaż na pewno ją czują. A po pracy chodzą do sauny. Zupełnie bez wcześniejszego zamierzenia, też dziś będę fińskie obyczaje konsumpcji, pracy i odpoczynku uskuteczniać.

Bo dzień szary i ponury - jak to teraz. Może dlatego tak trzeba się ratować tym, co, chociaż nie najzdrowsze, spełnia funkcję pakietu antykryzysowego i jest energetycznym strzałem w dziesiątkę sflaczałego dnia: kofeina i biały cukier. Mam nadzieję, na odzyskanie sisu, czyli siły, woli do pracy i działania, jak to Finowie mówią. Żeby energicznie zabrać się do rzeczy i zadbać o swoją... ekhmm... karierę (ale nie bójmy się tego słowa). Czy już wspominałam, że szukam pracy? Sisu potrzebne od zaraz.

Oto dlaczego:


A tytułowe stare bułki z cukrem przyniosłam z marketu w dużej plastikowej torbie z flagą Finlandii na etykiecie. Twarde niczym mięsień skandynawskiego rybaka :) i słodkie jak... spojrzenie pasterki reniferów. I mają dużo cynamonu, dla którego już nie umiem znaleźć równie dziwnego porównania. Z braku gotowców, można wykorzystać po prostu czerstwe bułki, porządnie wysuszone w piekarniku, najlepiej pszenne i posypać je cukrem i cynamonem.

Takie grzanki umieszcza się w naczyniu żaroodpornym spodami do dołu, po uprzednim pokruszeniu na mniejsze kawałki (tylko po to, żeby szczelniej zapełnić dno naczynia), zalewa się całkowicie kawą z mlekiem roślinnym (najlepsza oczywiście mocna mała kawa z ekspresu z dużą ilością mleka) i piecze w piekarniku ok. 20 minut. Jeśli będą wypływać, trzeba je od czasu do czasu zanurzyć. Kiedy pieczywo całkiem wchłonie płyn, utworzy coś w rodzaju wtórnego ciasta. W tym czasie można uprażyć w rondlu jabłka pokrojone w kostkę z kilkoma łyżkami wody i odrobina soku z cytryny. Po wyjęciu z piekarnika, połowę grzanek przekłada się do miseczki, przykrywa się jabłkami i drugą połową puddingu (choć nazwa to na wyrost). Po kwadransie nadaje się do jedzenia i jest bardzo smaczne. Maukas! (choć wygląda, jakby to ktoś przed momentem już przeżuł i wypluł)









A na późny wieczór wstępnie układa się plan saunowy.


Let the sisu be with you! Nauti!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...