Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kakao. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kakao. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 marca 2011

O złośliwej Lunie i stosowności środków zaradczych.




No i proszę. Księżyc miał swoje plany i nadał wydarzeniom  niespodziewany bieg. I nie taki, jaki najpiękniej wyglądałby w białym świetle pełni. W tym szaleństwie musi być jednak metoda i będzie dobrze - a na pewno lepiej niż jest. Jeśli można temu dopomóc, to zapewne najskuteczniejszą metodą doraźną jest doustna aplikacja odpowiedniej, a przy tym smacznej (potwierdzili i Paweł i Marek, co na popołudniową kawę wpadł) mieszanki: trochę cukru, dużo magnezu, potas, witamina B, C itd.. Mocy, przybywaj! No... przybywajże... ech...

Foremki z ciasta francuskiego to oczywiście gotowiec, bardzo smaczny, pozwalający działać na autopilocie. Polecam. Wypełnione kakaowym kremem, płatkami migdałów i owocami. Czyli hardkorowe rozwiązanie na hardkorowy dzień.

Przepis na krem kakaowy:

- 1 awokado bardzo dojrzałe
- 1 czubata łyżeczka gorzkiego kakao
- 1 łyżka syropu cukrowego/z agawy/sztucznego miodu

Wszystko razem miksować aż do uzyskania gładkiej lśniącej masy kakaowej. Najlepiej smakuje mocno schłodzona.

Zamilczmy o przyczynach, o drogach i wybojach relacji międzyludzkich a w szczególności o przyjaźniach i innych takich. Lekko smutno.

wtorek, 1 marca 2011

Szczęśliwego Nowego Roku!


A dokładniej, szczęśliwego nowego roku życia. Jakoś tydzień temu wypadły moje kolejne urodziny. W niedzielę u Basi była kolacja. Wspólna, bo jeszcze Madzia obchodziła urodziny przed paroma dniami. Madzia wegetarianką jest. Tak jak i Ola, Alan i Borut, prawie jak Aga. Radość moja była OGROMNA, bo wszystko na stole było wegowe!!! Cudowna zupa dyniowa, z krzesinieckiej dyni, ciecierzyca z suszonymi pomidorami w oliwie, warzywne ciasteczka, buraczkowe kotleciki, bliny gryczane... sałatka owocowo-orzechowa... Trudno uwierzyć, jak dobre i piękne było to wszystko!! A jeszcze czekoladowy tort, tarta czekoladowa z wiśniami i CIASTECZKA CZEKOLADOWE (wszystko czekoladowo-czekoladowe, czyli tak, jak lubimy najbardziej), które były tak absolutnie pyszne, że nie mogę o nich milczeć. Szerz się dobra nowino!

Ciasteczka zrobiła Basia, której zawdzięczamy również całą wspaniałą organizację. Nie wątpię, że Ridż też  przyłożył rękę (gdyż nie miga się od tego, jak widać na zdjęciu u dołu posta). Przepis pochodzi z resztą z internetu i wcale się nie zdziwię, jeśli z któregoś z zaprzyjaźnionych blogów. Jeśli tak - stukrotne dzięki! Te ciastka to absolutne cudo cudów. Perfekcyjna fuzja słodyczy i goryczy (konfitura i kakao), konsystencja miękka wewnątrz, chrupiąca na brzegach. No, słów nie mam kochani, dawno czegoś tak akuratnego nie jadłam. Żadnego zbędnego smaku. 


Składniki:
  • ½ szklanki dżemu malinowego
  • 1 szklanka cukru
  • ⅓ szklanki oleju
  • 1 łyżeczka aromatu  waniliowego i migdałowego
  • ½ szklanki i 2 łyżki kakao
  • 1 ½ szklanki mąki
  • ¾ łyżeczki sody
  • ¼ łyżeczki soli
Po wymieszaniu składników mokrych, dodaje się stopniowo wszystkie suche składniki, wcześniej połączone ze sobą. Z ciasta formuje się małe, dość cienkie placuszki i piecze się 10 minut w temperaturze 180°C. Po wyjęciu z piekarnika mogą być początkowo miękkie, więc trzeba wstrzymać się kilka minut z przekładaniem na talerzyk albo do pudełka... albo do buzi.



A czy pisałam już, że jestem bardzo, bardzo szczęśliwa?

A jestem! Jestem!


wtorek, 2 listopada 2010

Skarby pirackie

Już lekko wieje chłodem jesieni, choć nie za mocno na szczęście.  Nie wiem, jak Tobie, ale mi tęskno do morza, do lata, ciepła, słońca i podróży. W kuchennej szafce jest na szczęście ostatni ratunek - skrzynka ze skarbami, które równie dobrze mogły wypaść z pirackiego wora, co ze sklepowej półki... obowiązkowo rum, kakao, kawa, kokos, wanilia, przyprawy i cukier trzcinowy na osłodę.

Biorę 2 łyżki kakao i mieszam z odrobiną zimnego mleka (sojowe). Dodaję 2 łyżki waniliowego budyniu (można pominąć), 4 łyżeczki cukru i... kilka łyżek bardzo mocnej kawy parzonej z cynamonem, kardamonem itd. Wlewam wszystko do wrzącego mleka (ok 500 ml). A kiedy trochę wystygnie, dodaję kielicha rumu. Po przelaniu do szklanek wysypuję na górę porządną warstwę proszku kokosowego (dobrze się rozpuszcza po zmieszaniu) i trochę kakao. Już tylko dla zabawy. 
Roarrrrr... ekhmm, a w każdym razie nie najgorsza namiastka w obliczu nadchodzącej zimy.Nie, tego na pewno nie tknąłby żaden prawdziwy pirat.

Za to na pewno jest tu wszystko, co - jak mniemam - aktualnie chodzi Ci po głowie: kawa, alkohol i słodkości - przynajmniej gdy o spożywczych kwestiach mowa.

środa, 21 kwietnia 2010

Prezenty od Przyjaciół z Lasu

Plan na zupę grzybową był od dawna. Trochę może razić, bo gdzie, wiosną o grzybach, ale apetyt nie sługa. Muszę coś zjeść zanim zabiorę się do pracy, nie ma czasu. Pomysł lekko wywrotowy (bez związku z widocznym na zdjęciu muchomorem). Wywrotowość czai się w składnikach. Poza suszonymi grzybami, pojawiają się orzechy włoskie, kardamon i kakao. Luzujcie uprzedzenia.

Prezenty od Przyjaciół z Lasu:
- 1,5 l. bulionu warzywnego (albo lekko osolonej wody, jeśli ktoś jest raczej ortodoksem kuchennym)
- 3-4 garści suszonych grzybów leśnych
- 1 cebula
- 2 łyżki oliwy
- 2-3 łyżki drobno zmielonych orzechów włoskich
- 1 łyżeczka ciemnego kakao
- szczypta kardamonu (ew. cynamonu też)
- sól, pieprz, pietruszka
- mleko kokosowe do zabielania
- w wersji dla bardziej głodnych: drobny makaron albo kasza perłowa.

Teraz przede mną kilka łatwych czynności: Grzyby gotuję w niedużej ilości wody (ok. 0,5 litra). Wyławiam je z wywaru po ok. 15 minutach od zagotowania i siekam. Wywaru spod grzybów nie wylewam, bo się zaraz przyda. Kiedy gotują się grzyby, cebulę podsmażam, dodaję potem grzyby, zmielone orzechy, doprawiam pieprzem (grzyby lubią pieprz) i lekko solą. Kiedy się to poddusi porządnie, dolewam trochę wywaru grzybowego. Po chwili przekładam wszystko do garnka z warzywnym bulionem, dolewam resztę grzybowego wywaru i gotuję ok. 20 minut, dodając szczyptę kardamonu i łyżeczkę ciemnego kakao. Po ugotowaniu rozdrabniam tak, żeby ślad grzybka został. Zupa jest gęsta, ale drobny makaron (literki!!) albo kasza nie zaszkodzą głodniejszym niedźwiadkom. Przed podaniem dodaję trochę mleka kokosowego i posypuje pietruszką. 


Pamiętam, że kiedyś po prostu gotując grzybową, chciałam, żeby miała ładniejszy kolor, więc dodałam kakao. Kakao skojarzyło mi się z czekoladą, a czekolada z orzechami. Przez te dziwne składniki zupa nie tylko zyskuje czekoladową barwę, ale oczywiście z jej smakiem też dzieje się coś... bardzo niezwykłego i dobrego. Z orzechów wydobywa się charakterystyczna delikatna gorycz, a kakao dodaje aksamitnego posmaku. Wyczuwalna obecność orientalnych przypraw wprawia ośrodek zadowolenia w wibracje. Hm, to wszystko zaczyna brzmieć lekko skomplikowanie, a zupa jest przecież czymś całkiem zwyczajnym. Chyba się nakręcam a to znak, że czas już wrócić do sztuki, nie koniecznie kulinarnej. No ja to jednak lubię.
 



wtorek, 23 marca 2010

Atrakcyjna Refleksjo, hej, zatańcz dla mnie na tym stole, maleńka!

Oj, dzisiejsze obiadowe warzywne risotto w ilości, która zadowoliłaby małą armię samurajów (czy samurajowie jadali risotto? Czy Bushido przewidywał zasady opychania się owastnym ryżem?)... to trzeba raczej przemilczeć. Tylko jak, skoro będzie z lodówki straszyć przez kilka kolejnych dni? Można spróbować odwrócić uwagę. A, że dziś uderzam w napoje, to na dobry wieczór (a właściwie noc roboczą), jeszcze jeden. Nie byle jaki. W sam raz na pokuszenie tytułowych atrakcyjnych refleksji.

LA COPA DEL CUBA
- 1/2 szklanki wody
- 1 szklanka mleka roślinnego
- 1 męska łyżka kakao
- 1 łyżeczka cukru

- wanilia (aromat albo cukier waniliowy)
- tobasco (chili albo pieprz kajeński)
- szczypta soli
- 30 ml białego rumu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...