czwartek, 7 października 2010

"...jest jeszcze u mnie granat w świątecznym ubraniu"

Gość w dom... masło do lodówki - jak mawia przysłowie. A, że masła nie mam, oj, nie mam  a przysłowia, jak wiadomo, są mądrością narodu, to dalej się wymądrzając rzucę w Ciebie pomysłem zaskakującym jak nagły wybuch. Tak, o granacie tu mowa. Gość w dom, granaty na stół.  Czyli świąteczna wersja zwykłej sałaty na start. Bum!

Poza kruchą i soczystą sałatą lodową jest tu pikantna ruccola i równie ostre w smaku kiełki rzodkiewki. Ale głównym fajerwerkiem są pestki granatu - dojrzałego i słodkiego, kryjącego charakterystyczne cierpkie wnętrze. Hit numer dwa to vinegret z... szałwią i truskawkami!!! Aaaaa!! Czy nie brzmi to cudnie, przy początku jesieni (nie najgorszym w prawdzie)? Łagodnie, ostro i słodko a na koniec odrobinę gorzko. A do tego i chrupiąco i soczyście. Udany, prosty pomysł. Ze wszystkich sił polecam. Lekkie, efektowne (pestki  granatu lśnią jak rubiny!) i naprawdę smaczne. I możesz przygotować to razem z Twoimi gośćmi - gadu, gadu i smakuje lepiej. Polubisz to. Polllubisz to!

Królewski środek wieczoru ufundowała nie uwieczniona cyfrowo, lecz nie zapomniana w smaku quiche - pyszna, zwana dawniej Łosiami w Zaczarowanym Lesie (Copyright PTRI), a od dziś Śródlądowym Borem Sosnowym....eeeee, chyba tak (Copyright MM). I na koniec szarlotkowa drożdżówka albo drożdżowa szarlotka. Wildecka specialite de la maison. Czy można sobie wyobrazić lepszy finisz? Czy potrafisz?

środa, 6 października 2010

gdy kurki zapieją.

 Za sprawą Pawła w domu pojawiło się stado żółtych, pokrytych kawałkami mchu i piaskiem pieprzników nieokrzesanych... Nie często mi się zdarzało jadać kurki, więc postanowiłam pójść najprostszą drogą do smakowitego kurkowo - podgrzybkowego sosu. Podstawowym szkopułem zawsze było ich czyszczenie. Tym razem się uporaliśmy - Zwinnoręki Paweł winien zgarnąć laur zwycięstwa nad resztkami igliwia.

Skoro kurki umyto i pokrojono, podsmażyły się z cebulą. Doszły do nich podgrzybki (suszone, gotowane, posiekane) i nieco wody od gotowania tychże. Paweł wolał wersję z mięsem i śmietaną (jeszcze będzie z niego weganin - zobaczysz), ja z mlekiem kokosowym. W obu wersjach dużo pietruszki i pieprzu, trochę soli. Ryż brązowy.

Na zdjęciu wersja wege.


Smacznego


poniedziałek, 4 października 2010

Dynia does the job in Kcynia

Wymian pokoleniowa. Babcia pokochała moją dyniową i powiedziała, że też zrobi. Znowu wielki gar się uczynił - ale tym razem więcej osób do podziału. Dynia urosła u mojej babci na działce. Zupa była słodsza niż wszystkie wcześniej przeze mnie robione - bo i korbol (tak się tu mówi na dynie) bardzo dojrzały i przepomarańczowy. No i babcia powiedziała, że jeśli dożyje przyszłego roku to specjalnie wysieje nowe korbole. Gites. Ja bym bardzo chciała, żeby dożyła i gdyby to od ilości ugotowanej zupy mogło zależeć, byłaby codziennie na stole :)

Jery, to wygląda, jakbym już teraz nic innego nie jadła, ale po prostu lubię korzystać z sezonowych hitów.



Tym razem znowu z tajemniczym zielem mojej mamy (spory bukiet tego cuda jedzie ze mną do Poznania - klękajcie, narody!!!).


Ten obrus jest wyjątkowy. Wielki, biały koronkowy, bawełniany, piękny. Stare koronki mają coś w sobie, mhm? Ten obrus leżał zawsze na stole w jadalni rodziców mojej mamy, teraz lezy w jadalni moich rodziców, a kiedyś... kto wie?

piątek, 1 października 2010

Jeszcze cukinia


I to pod dwiema postaciami:

czyli zupa z cukinii i brokułów (chyba moja ulubiona - na to wychodzi)
i  plastry DUŻEJ cukinii panierowane i pieczone na patelni. Mmmm...

Tu nie trza komentować, więc słów kilka o sosie pomidorowym, 
który jest pyszny i można go zrobić dużo na raz i przechować
na później w słoiku albo pudełku. W moim domu rodzinnym dość
często był przygotowywany w zastępstwie keczup, który wszystkie 
dzieci lubi, a który jest raczej nie zdrowy.Ten sos, za to, to same 
warzywne rarytasy: na oliwie 1 duża cebula, kilka ząbków czosnku,
Duża papryka czerwona i sporo pomidorów. Może wpaść tam też 
trochę chili i obowiązkowo zioła - oregano, bazylia, tymianek i inne.
Sól, pieprz, i przyprawy możesz dodać w ilości, jaka Ci odpowiada
Kiedy wszystko się poddusi, zmięknie i praktycznie... eee... rozgotuje,
należy to rozdrobnić blenderem i ostudzić. Ten sos nadaje się do 
wszystkiego, do kanapek, warzyw, frytek, zupy, na ciepło i zimno...
Możesz go przechowywać w lodówce tydzień. Można tez zaprawiać.

Keczup won!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...