wtorek, 30 listopada 2010

"Będzie smaczny chlebek"... za to zabawy ze Zwierzami nie będzie.

Czyli jak na załączonym obrazku:

g. 17.00: Przyszedł Krzyś i przyniósł żytni zakwas, po czym ukręcił na mące żytniej ciasto chlebowe pełne dobroci: lnianego siemienia, otrębów, płatków owsianych i innych składników (a to krzepkiego ramienia trzeba!). 

g. 18.00: Ciasto rośnie. Jeszcze pewnie 2h zajmie mu rośnięcie, jak twierdzi nieoceniony K.. Chleb własny ma milion zalet, których nie posiada chleb kupowany (chociaż ten z wildeckiej piekarenki jest przepyszny): nie ma polepszaczy, jest bogaty w pełnowartościowe ziarna, długo pozostaje świeży, jest sycący, zdrowy, smaczny i wypełnia dom tym zapachem, który sprawia, że mogłabym rozpłakać się jak dziecko. Czas oczekiwania wydaje się być jedynym niedostatkiem - niewielkim, w istocie, jeśli wziąć pod uwagę wszystkie atuty.

No, czekam...

g. 19.30: Ewa dzwoni i przypomina, że Kasia i Paweł są na krótko w Polsce i dzisiaj wpadli do Poznania. Namawia na wyjście, a tu mi chleb garuje... I czuję się jak trochę gospocha, której umyka część życia... ale nie tak znowu źle, bo chleb już rośnie. Szkoda tylko, że ich tym razem nie zobaczę. Niefart ostatnio spotkaniowy.

Nic to; czekam.

g. 21.20: Ciasto wyrosło wstępnie pod ściereczką (w międzyczasie zrobiłam coś jakby tartę z warzywami i sosem z nerkowców - tym razem akurat średnio udana rzecz). Przekładam je do blaszki i wkładam jeszcze na godzinę do wyrośnięcia w piekarniku nagrzanym do 50 stopni. Dlaczego tak długo? Krzyś mówi, że ciasto ciężkie (całe to dobro chlebowe tyle waży, ech!) i bestia (AKA zakwas) musi się napracować żeby to podnieść do pożądanego poziomu.

Czekam dalej....

g. 22.30: koniec żartów. Pieczemy. 200 stopni na piecu. Start. Chleb rośnie, rośnie, rośnie...

wrrr...czekam, czekam.

g. 00.00: jeszcze ostatnie chwile i wyjmuję... byle nie zakalec.

g. 00.20: Chleb stygnie a ja idę spać.

2 komentarze:

  1. Uhh, jaki negatywny wpis, a pieczenie chleba to sama przyjemność. Jak trzeba wyjść, to wystarczy rosnące ciasto wstawić do chłodnego pomieszczenia, to nie jest gotujące się mleko, a do pieca można wstawić o 5 rano i z powrotem do łóżeczka na godzinkę lub dłużej. Albo można odwrotnie zrobić i przyspieszyć rośnięcie wstawiając do ciepłego piekarnika, żeby symulować upalne lato, zakwas lubi ciepełko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Eee, tam, negatywny... Przyznaję, że wolę jak najmniej czasu spędzać na przygotowywaniu jedzenia, żeby potem jak najdłużej cieszyć się konsumpcją. Przyznaję też, że - mimo wielokrotnych porażek - nie poddaję się w kwestii wypieków (choć zawsze mam trochę stracha)

    A chleb wyszedł jednak zakalcowy.

    Nie mam wprawy... ale to nic. To był debiut.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...