wtorek, 23 marca 2010

Apel o lekkość, czyli po przemajstrowaniu przedpołudnia stały się lepsze...

Siódma trzydzieści. Mechaniczny ruch ręki w kierunku stolika - uciszyć budzik... potem w kierunku podłogi - złapać szklankę z wodą. Z posuchy już nie umrę. Teraz tylko otworzyć oko i okno. Powietrza! Wdech, wydech, niedyskretne ziewnięcie, wdech, wydech i uśmiech w kierunku sufitu.Na razie, to by było na tyle w kwestii porannej gimnastyki twarzy.

Ósma trzydzieści - najlepsza, wyczekiwana godzina dnia - krótki spacer, gimnastyka (już niedługo na balkonie). Co pominięto? Sssss...co pominięto w tak zwanym międzyczasie? Ssssss... ssanie w żołądku. Czyli, co by tu, zanim jeszcze cały dzień cię wtrybi w tryby? Jakiś czas temu odkryłam przepis na koktajl ze szpinaku (Nie brzmi zachęcająco? Spokojnie...) mięty i mango.  Po lekkim zremasterowaniu, jest chyba tym, czego rano człowiekowi trzeba. Mi trzeba.



LEKKI START - A POTEM JUŻ KROK ZA KROKIEM!
- 80 g liści świeżego szpinaku (odrywam ogonki)
- 1 dojrzałe mango
- 1 kiwi
- sok z 1/2 cytryny albo z 1 limonki
- 1/2 pęczka pietruszki
- szklanka soku jabłko-mięta (spod kapsla skoczyła mi do gardła propozycja, że, ho, ho, że, no nie wiem... To podobno zawsze jest zaskoczenie.)
- kilka łyżek otrąb albo ziaren lnu

Co z tym zrobić? Ssie nadal, więc się streszczać. Zmasakrować wszystko na gładko (o fruktach a nie o kapslu tu mowa... to by oznaczało chyba nadto obcesową odmowę). Pić. Potem przechowywać w lodówce. Jeśli po pewnym czasie ziarnka wchłoną sok, można dolać wody/soku. Niestety, trudno u nas o dojrzałe mango - musi poleżeć w domu aż zacznie intensywnie pachnieć przez skórkę.

Niedawno oglądałam "Dextera" - serial, którego akcja dzieje się w cudownie ciepłym  Miami. Filmowa dziewczyna tytułowego bohatera, Rita, co któryś odcinek przygotowuje salsę z mango. Szczęściara. Nie tylko tego można jej zazdrościć, ale na pewno ma pyszne mięciutkie pomarańczowe mango zawsze pod ręką... No, OK, rozmarzyłam się. Ma przecież też seryjnego mordercę i psychopatę pod swoim dachem.

Koktajl bardzo odżywczy (magiczny błonnik), orzeźwiający i dodaje energii. Jedyna uwaga dotyczy tego, że nie nalezy się w nim nadto zakochiwać, bo szpinaku nie można w dużych ilościach jeść codziennie. Zdaje się, że wypłukuje wapń z organizmu... Jeszcze to sprawdzę. W każdym razie nie przeginać. Jak ze wszystkim.

PS. A Bartek (który szuka wyjścia ewakuacyjnego na wzmiankę o rybach albo o innym nie wegańskim jedzeniu, za to to zielone nazywa Jedzeniem przez duże "J") mówi, że szpinak, jest królem witamin, ale nie robi szczególnie dobrze ludziom ze skłonnością do chorób nerek - zwłaszcza kamieni nerkowych. Coś w tym może być. Od siebie dodam, że pietruszka z kolei bardzo, bardzo jest nerkom przyjazna, więc może warto trochę zmienić proporcje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...